Blog

Zrób sobie wizytówkę

Spotkaniu w ramach Women Business Network, do którego nawiązywałam w poprzednim poście, towarzyszyło jeszcze jedno doświadczenie coachingowe, które sobie sama niechcący zafundowałam. Otóż po zapowiedzianych wystąpieniach prelegentek miał się odbyć networking. Mój pierwszy w życiu networking i to w gronie ludzi z biznesu, z którymi warto nawiązać kontakty, mając nadzieję, że kiedyś zaowocują!… A jak networking, to i wizytówki, o czym przypomniała mi moja przedsiębiorcza koleżanka, pani prezes firmy szkoleniowej. No tak, tylko dlaczego ma być dla kogokolwiek interesujące to, co mam na swojej służbowej wizytówce? HR Specialist nie jest w takim gronie niczym szczególnym, poza tym usługi HR-owe w wystarczającym stopniu świadczę w pracy. Po pracy jestem zainteresowana własnym rozwojem, a dokładnie coachingiem. Kombinując w ten sposób, doszłam do prostego wniosku: potrzebuję wizytówek, które określają mnie jako coacha. I tak samo potrzebuję się przedstawiać. Ponieważ do networkingu nie pozostało wiele czasu, w błyskawicznym tempie i po dość gorączkowej rozmowie z jednym zaprzyjaźnionym punktem xero zamówiłam sobie proste wizytówki, które stwierdzały, że Aleksandra Błaszczyk jest coachem i można się z nią skontaktować pod takimi to a takimi danymi. Kropka. :)

Dzień przed odbiorem wizytówek naszła mnie wątpliwość, czy aby moje obwoływanie się coachem i drukowanie tego czarno na białym w kilkudziesięciu egzemplarzach nie jest nadużyciem. No bo przecież faktem jest, że chociaż mam za sobą intensywne szkolenie coachingowe według standardów ICF, do tego ze świetną trenerką, to jednak doświadczenie mam jeszcze nikłe. I może to za wcześnie, może nie wypada… Może gdybym miała na koncie ponad 1000 godzin sesji coachingowych, to wtedy ewentualnie…. Itp, itd – takie myśli zaczęły mi krążyć po głowie, kiedy szłam do domu, gdzie czekały na mnie świeżutkie wizytówki odebrane przez mojego chłopaka.

Kiedy jednak dostałam do ręki pakiecik gotowych wizytówek – moich! prywatnych! – wszystkie te wątpliwości prysły. Dlaczego? Bo poczułam gdzieś głęboko w trzewiach, że to prawda. Że coach to ja. Że ta rola zawodowa jest mi najbliższa i w niej czuję się najbardziej autentycznie. Że chociaż robiąc coaching, jestem w pewnej konwencji, to robię to w 100% zgodzie ze sobą, swoimi wartościami i standardami zachowań. I że chcę się w tym doskonalić, trzaskać sesje i wykonywać ten zawód.

Opowiedziałam o tym doświadczeniu mojej mentorce. Zapytała mnie wtedy, jakie zmiany zaszły w przeżywaniu przeze mnie roli coacha na sesjach. Ano takie, że czuję się znacznie pewniej, jestem w stanie podążyć za klientem, zamiast panicznie szukać w głowie kolejnych pytań i pilnować pracy głosem z obawy przed wypadnięciem z roli. Wyraźną zmianę czuję też w ciele – na sesji już nie czuję, jakbym zaraz miała odfrunąć. Zamiast tego czuję siłę i energię w nogach i rękach, co daje mi poczucie pewności i kontroli nad sytuacją. Zmiana, którą sobie zafundowałam tymi wizytówkami, zaszła zatem na poziomie mojej tożsamości, mojego postrzegania swojej roli w świecie. To z kolei wpłynęło silnie na moje przekonania o sobie w tej roli, a przekonania na działania, poprzez które się realizuję. Tymi wizytówkami poderwałam z posad moją piramidę poziomów logicznych i poprzez nazwanie się coachem nadałam silne wzmocnienie jej konstrukcji. 

Jeszcze jedna refleksja nachodzi mnie przy tej okazji: dotychczas wyśmiewałam się z ludzi, którzy pracując jako przedstawiciele handlowi, potrzebowali całego zestawu atrybutów podkreślających ich prestiż: służbowego nowoczesnego auta, najlepiej na zachodnich numerach, wypasionego telefonu, laptopa, tabletu i markowego garnituru… Teraz – po własnym doświadczeniu z wizytówkami – stwierdzam, że prawdopodobnie dla nich jest to ważne z podobnych powodów, co dla mnie. I już się nie będę wyśmiewać. :)

 

Obrazek pochodzi ze strony http://www.tumblr.com


This Post Has 0 Comments

Leave A Reply




Chcesz otrzymywać miesięczny newsletter pełen inspiracji?Tak, chcę!