Blog

Wrażliwość, głupcze!

Zabawmy się w skojarzenia. Co widzisz gdy słyszysz słowo wrażliwość? Ja widzę Anię z Zielonego Wzgórza i całą plejadę bohaterek L.M. Montgomery, którym zawsze łzawiły oczy na widok zachodzącego słońca czy na dźwięk szmeru strumyka za domem. Widzę też małe żółte pisklęta i chorowite dzieci. Widzę niezrównoważoną nastolatkę z huśtawkami nastrojów… Tak jakby wrażliwość przynależała tylko do świata kobiet, dzieci i istot bez świadomości. Jednocześnie wiem, że wrażliwość to neurobiologiczne wyposażenie każdego z nas, umożliwiające odczuwanie i przeżywanie emocji. To taki software, który pozwala nam przyjmować, procesować i reagować. Nie mogę jednak nic poradzić na pierwsze skojarzenia, które kwalifikują tę cechę jako niepoważną, niepożądaną i narażającą na zranienie.

 

 

Okazało się, że nie tylko ja mam takie skojarzenia. Na ostatnim Klubie Coacha w IPRI, podczas spotkania z Joanną Chmurą, specjalistką od wrażliwości i autentyczności, większość uczestników przyznała, że wrażliwość odczuwają jako wstydliwą emocjonalność, rozchwianie, brak stabilności i ogólnie słabość niegodną… no właśnie, kogo? Współczesnego człowieka, który kreuje swoje życie na fejsbuku i ma pod kontrolą wszystkie wstydliwe momenty, chwile słabości, załamania i trudne emocje nienadające się do postowania na ściance? Co ciekawe, wrażliwość w swoich wypowiedziach piętnowały głównie kobiety, z którymi się ona kulturowo kojarzy w pierwszej kolejności. Tak jakby bały się, że społeczeństwo nie będzie ich traktować poważnie, jeśli pokażą swoje miękkie podbrzusze.  A ja im w tym towarzyszyłam, czując jednocześnie mega dysonans poznawczy. Bo wiem, że wrażliwość, jej pielęgnowanie i wyrażanie emocji jest ważne. Bo wtedy czujemy i nam zależy. Przeżywamy wachlarz emocji – i tych przyjemnych i trudnych, które nie istnieją bez siebie nawzajem. Inaczej dopadają nas choroby, cierpią nasze relacje, tracimy kontakt ze sobą i otoczeniem, jesteśmy nieautentyczni. Wiem również, że kiedy skrywamy i tłumimy nasze emocje, naszą twarz więzi maska. Ludzie jednak nie czytają w naszych myślach ani tym bardziej w sercu i biorą nas za takich, jakimi się im prezentujemy. Tylko czy to na pewno my? I czy to ludzie, których chcemy w swoim życiu? Wiedzieć to jednak wciąż bardzo daleko od stosować…

Mam poczucie, że ten artykuł to tylko początek refleksji na temat wrażliwości i autentyczności. Wciąż jeszcze jestem skołowana wnioskami po wczorajszym warsztacie i chyba nie mam nic mądrego do powiedzenia. Przypomina mi się jedynie rozmowa z moim dawnym szefem, kiedy to byłam młodą i niedoświadczoną kierowniczką. Rozmawialiśmy o emocjach w zarządzaniu. Powiedziałam wtedy, że nie mogę pokazać moim ludziom, że jestem zła, zdenerwowana czy zmęczona. Dlaczego? – zapytał zdziwiony. Bo to słabe – odparłam. A czy ja według Ciebie okazuję emocje? – zapytał.  Noo tak.. – przytaknęłam ostrożnie. A czy to sprawia, że jestem słabym managerem? – drążył on. Nie, wręcz odwrotnie! – zapewniłam go szczerze i niemal usłyszałam, jak z hukiem runęło moje przekonanie o tym, że okazywanie emocji w pracy jest oznaką słabości.

Jeśli masz ochotę podywagować sobie na temat własnej wrażliwości, rozejrzyj się w swoim otoczeniu i znajdź osobę, która okazując emocje jednocześnie pozostaje silna, zachowuje autorytet, sympatię, uznanie. Przyjrzyj się jej i zobacz, w jaki sposób mówi i okazuje emocje? Jak reaguje na emocje innych? Jaka jest jej jasna i ciemna strona? Co czyni ją autentyczną? Co Ty możesz sobie z tego wziąć?

A na koniec osoba, która mi imponuje i od której Joanna Chmura uczyła się metody pracy z wrażliwością – Brené Brown, amerykańską badaczkę-gawędziarkę, która rozpoczęła światową debatę na temat wrażliwości jako siły. Kto jeszcze nie zna, niech w te pędy ogląda. (Napisy można wybrać w prawym dolnym rogu filmiku.)

Obrazek pochodzi ze strony www.


This Post Has 0 Comments

Leave A Reply




Chcesz otrzymywać miesięczny newsletter pełen inspiracji?Tak, chcę!