Blog

Witaj Zmiano!

Ostatnio odkryłam swoje powołanie: jestem coachem dla Kobiet w Zmianie. To odkrycie przyszło do mnie wraz z doświadczeniem, które zmusiło mnie do zrewidowania swoich przekonań dotyczących zmiany. Przy tej okazji również Ciebie zachęcić do przyjrzenia się swojemu stosunkowi do zmian w życiu, otoczeniu i w sobie. Lubisz zmiany? Prowokujesz je i ekscytujesz się nieznanym? Czy raczej unikasz, chronisz to co zastane i znajome, bronisz status quo?

Niech tylko nic się nie zmienia!

Kiedyś nienawidziłam zmian. Wytrącały mnie z rytmu, odbierały równowagę, zmuszały do zaczynania od nowa, do uczenia się od początku. Nawet zmiany typu aktualizacje i nowe funkcje interfejsu mojego serwisu pocztowego wprawiały mnie w dziką irytację i wywoływały komentarze godne zatwardziałej konserwatystki typu: lepsze jest wrogiem dobrego!… Utrzymywałam taki pogląd nawet wówczas, gdy zetknęłam się z coachingiem i poznałam jego kluczowe założenia, z których jedno stwierdza: ZMIANA JEST NIEUCHRONNA.  I chociaż na deklaratywnym poziomie mogłam to przyznać, ba! nawet sprzedawałam ten pogląd klientom, wielokrotnie wspierając ich i motywując do zmiany, wewnętrznie sama nie miałam na niego zgody

Próżny opór

Do czasu aż przyszedł rok 2014, który upłynął mi pod hasłem zmian wszelakichJak fala tsunami, zmiana wtargnęła w moje życie, to unosząc mnie na swoim grzbiecie, to podtapiając, gdy próbowałam walczyć. Tak jakby próbowała mi powiedzieć: poddaj mi się, a wyjdziesz cało. I mimo, że próbowałam się spod tej fali wygramolić i ochronić to, co jeszcze rok temu było dla mnie cenne i ważne w życiu zawodowym i osobistym, huk fali zagłuszał moje argumenty.  Wspominam ten okres jako pasmo frustracji, impasu, zawiedzionych oczekiwań i braku powietrza. Ewidentnie moja strefa komfortu stała się za ciasna. W końcu dałam się ponieść. Potrzeba zmiany – bo teraz widzę, że to była moja własna potrzeba, a nie żadne nieokiełznane zewnętrzne okoliczności – wygrała i popłynęłam. Co więcej, zorientowałam się, że wcale nie muszę bezwładnie poddawać się biegowi wydarzeń, ale że mogę nimi sterować. Mogę wypłynąć na grzbiet fali na tyle wysoko, żeby dostrzec przyszłość roziskrzoną w słońcu do tego stopnia, że jej blask przyćmi utraconą przeszłość. I – jak surfer na grzbiecie fali – mogę nadawać mojej zmianie kierunek, sens i wartość. Pozwoliło mi to na nowo uwierzyć w swoje sprawstwo, a stwierdzenie Zmiana jest nieuchronna po prostu zaakceptować i przyjąć jako aksjomat. A nawet dodać coś od siebie: zmiana to szansa na rozwój. Nawet jak się początkowo wydaje, że to katastrofa.

Nic się nie dzieje bez przyczyny

W ciekawy sposób zbiegło się to z rozwojem mojego biznesu. Jakieś pół roku temu stwierdziłam, że trzeba pójść za radą doświadczonych kolegów po fachu i zamiast kierować swoją ofertę w kosmos, czyli do wszystkich istnień ludzkich – określić swoją grupę docelową i w jej ramach poszukiwać klientów, którzy potrzebują właśnie mnie i moich usług. Żeby to przeprowadzić, zaczęłam uważniej przyglądać się swoim klientom, kwestiom i obszarom, z którymi do mnie trafiają oraz efektom, które ze mną osiągają. Et volià, olśniło mnie jakieś 2 tygodnie temu na siłowni, gdy biegłam na bieżni, dość bezmyślnie patrząc na osiedlowy park za oknem. (Uwielbiam takie momenty eureki, kiedy w najmniej spodziewanym momencie bez mentalnego wysiłku przychodzą najlepsze pomysły i odkrycia!) Otóż ogłaszam wszem wobec, że klienci, z którymi najlepiej wychodzi mi coaching i którzy osiągają ze mną spektakularne efekty to KOBIETY W ZMIANIE! Zmiana rozumiana jest tu bardzo szeroko i  dla przykładu może dotyczyć: wyrwania się spod tyranii pracoholizmu i odzyskania życia prywatnego, powrotu na rynek pracy po latach wychowywania dziecka, zyskania pewności w nowej roli zawodowej, zbudowania tożsamości zawodowej, poszukiwania kobiecości… To kilka zdawałoby się różnych przykładów, ale łączy je bardzo wiele: frustracja na status quo lub żal po jego stracie, potrzeba zmiany, lęk przed nieznanym, niepewnośc co do kontrowersyjnych decyzji, brak strategii na odnalezienie się w nowej sytuacji, obawa przed reakcją otoczenia, ogromna potrzeba wsparcia i utwierdzenia się w wyborze tego nowego  i nieznanego.

Jest takie powiedzenie wśród coachów, że trafiają nam się klienci, na których jesteśmy gotowi. I dokładnie to zadziało się w mojej praktyce – zaczęły przychodzić do mnie klientki, które przeżywają coś, co mam bardzo na świeżo w swoim doświadczeniu. Oczywiście nie mam tego wypisanego na czole ani nawet na blogu (do teraz!), ale wierzę, że w tym przypadku działa coś takiego jak intuicja, podświadomość i jakaś dziwna kosmiczna prawidłowość, która  podpowiada im: ona też tam była, też tak miała, ona Cię zrozumie. I ja to przyjmuję  – wszystkie te obawy, objekcje i potrzeby – z otwartym sercem, akceptacją i empatią.

I od dzisiaj zamierzam się reklamować jako COACH DLA KOBIET W ZMIANIE. Znasz takie osoby? A może sama jesteś taką kobietą? Zapraszam na coaching – pomogę Ci zarządzić Twoją zmianą! :)

 

Obrazek pochodzi ze strony www.


This Post Has 0 Comments

Leave A Reply




Chcesz otrzymywać miesięczny newsletter pełen inspiracji?Tak, chcę!