Blog

Kto obsługuje młotek w coachingu?

Wyobraź sobie, że jesteś właścicielem fabryki produkującej narzędzia. Największą sławą cieszą się młotki ze względu na solidne materiały, jakość ich wykonania, dobre osadzenie na trzonku. Jest to flagowy produkt Twojej firmy. Sam masz w domu cały ich zestaw i w razie jakichkolwiek napraw czy remontów zawsze dobrze Ci służą. Pewnego dnia przy porannej kawie dowiadujesz się z lokalnej prasy, że w okolicy zostało popełnione morderstwo. Dziennikarz nie omieszkał oszczędzić czytelnikom drastycznych szczegółów, w tym informacji na temat narzędzia zbrodni, którym okazał się młotek wyprodukowany w Twojej fabryce.  Z logo Twojej firmy na trzonku. Co myślisz, co czujesz w tej sytuacji?

No właśnie, co?

Dziś trochę prowokacyjnie chciałabym przywołać zagadnienie odpowiedzialności w coachingu. Odpowiedzialności za rezultat, za proces, za narzędzia, za jakość, za klienta, za jego samopoczucie… Sporo tego i od razu nasuwa się pytanie, czy faktycznie to ja jako coach jestem za wszystko odpowiedzialna? Wydawało mi się, że przerobiłam już ten temat na superwizji, ale od czasu do czasu pojawia się jak złośliwy chochlik – a to za sprawą doświadczeń na sesji, a to za sprawą oczekiwań klienta. Nawet w zwykłych rozmowach na temat tego, czym się zajmuję, słyszę komentarze wyrażane na pół z podziwem, na pół z powątpiewaniem: To wielka odpowiedzialność…  A kiedy pytam: Dlaczego?, słyszę: Bo nie masz pewności czy Twój klient osiągnie swoje cele. Albo jeszcze lepiej: W końcu bierzesz odpowiedzialność za ludzkie życie!...

Otóż nic takiego w coachingu nie ma miejsca, i całe szczęście! Nie jestem chirurgiem, kierowcą autobusu, pilotem airbusa ani opiekunką szkolnej wycieczki. Coach ma inne kompetencje i odpowiedzialności niż którykolwiek z wymienionych zawodów i małe są szanse, żeby ktokolwiek pozywał mnie do odpowiedzialności karnej czy choćby moralnej, w razie gdy klient nie osiągnie swego celu. O to raczej jestem spokojna. :) Już tłumaczę, skąd ten spokój się bierze.

Na początek wróćmy do ćwiczenia z młotkiem. Czy właściciel fabryki, która wyprodukowała narzędzie o wielu zastosowaniach (wbicie gwoździa, na którym zawiśnie pamiątka Pierwszej Komunii, sklecenie półki na książki, ale także zupełnie niestosowne użycie opisane w ćwiczeniu) powinien czuć się w jakimś stopniu odpowiedzialny, że wyprodukował narzędzie, które ktoś zdecydował się użyć do popełnienia zbrodni? Czy powinien zadośćuczynić rodzinie ofiary? Albo w ogóle wycofać młotki z produkcji i wyrazić publicznie skruchę?  To oczywiście pytania retoryczne, ale kto ma ochotę, może odpowiedzieć w komentarzach. 😉 Ja natomiast wykorzystam młotek jako analogię do coachingu, który można potraktować jako zbiór narzędzi. I te narzędzia coach przynosi ze sobą na sesję. Rozkłada je przed klientem i tłumaczy sugerowane użycie. Jednak już to, jak klient się nimi posłuży, jest jego prawem i odpowiedzialnością jednocześnie. W końcu przyjmujemy, że ów klient jest osobą dorosłą, samodzielne myślącą, zdrową na ciele i umyśle, a tym samym sprawczą i… właśnie: odpowiedzialną. Często bywa jednak tak, że klient nie do końca chce ten ciężar (tak, ciężar, bo czasem bywa to trudne i nieprzyjemne) na siebie przyjąć. Jak go do tego przekonać? Czasem wymaga to pracy na kilku sesjach. A czasem wystarczy jedno ćwiczenie opracowane przez Fritza Perlsa, twórcę psychoterapii Gestalt, pt. „Biorę odpowiedzialność”. Ćwiczenie jest bardzo proste i polega na zasugerowaniu, aby klient dodawał do każdego zdania właśnie te słowa: …i biorę za to odpowiedzialność. Na przykład:

  • Obejrzę kolejny odcinek serialu, mimo, że już po północy, a jutro mam do pracy na 7:30 i biorę za to odpowiedzialność.
  • Zjem jeszcze jedną porcję tego pysznego spaghetti i biorę za to odpowiedzialność.
  • Kupię trzecią parę butów w tym miesiącu i biorę za to odpowiedzialność.
  • Przyspieszę do 140 mimo zakrętu i biorę za to odpowiedzialność.

Polecam to ćwiczenie w momencie, gdy decyzja przed którą stoicie, wydaje się trudna, albo pokusa jest tak duża, że koszta, które jej towarzyszą, ledwo gdzieś tam majaczą. A jak już opatrzycie Waszą decyzję swoją odpowiedzialnością, wówczas przyjrzyjcie się jej i zweryfikujcie:

  1. Czy ta decyzja sprawi, że znajdę się tam, gdzie chcę być?
  2. Na ile ta decyzja pozwala mi realizować swoje długoterminowe cele?
  3. Co zyskam/stracę dzięki tej decyzji?
  4. Kim się stanę, realizując tę decyzję?

I jak z poczuciem odpowiedzialności? Wzrasta? Maleje? Ani drgnie? 😉 Zapraszam do podzielenia się refleksją w komentarzach.

Tymczasem dla uściślenia podsumujmy, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy odpowiedzialność coacha:

  1. Coach jest w 100% odpowiedzialny za jakość usługi, którą świadczy, a więc za proces coachingu i za dostarczane narzędzia.
  2. Coach jest w pewnym stopniu odpowiedzialny za atmosferę, którą stwarza podczas sesji. Musi dbać o to, aby była sprzyjająca i dostosowana do potrzeb klienta.
  3. Coach jest odpowiedzialny za takie trywialne kwestie, jak pilnowanie czasu sesji.
  4. Coach jest odpowiedzialny PRZED klientem za dostarczenie usługi, ale już NIE za klienta i jego rezultaty.

To klient odpowiada za własną motywację, zaangażowanie w proces, wysiłek i pracę na sesjach oraz pomiędzy nimi no i – last but not least – za wybory, decyzje i rezultaty, które dotyczą tylko i wyłącznie jego życia. Nie chcielibyście przecież, żeby ktoś decydował za Was, prawda? :)

 Obrazek pochodzi ze strony www.

This Post Has 0 Comments

Leave A Reply




Chcesz otrzymywać miesięczny newsletter pełen inspiracji?Tak, chcę!