Blog

Misja, kochanka Śmierci

Zgaduj zgadula: ma ją każda korporacja, każda partia, każda religia. Ma ją każda mniej lub bardziej zorganizowana grupa społeczna, która daje do zrozumienia, że jest na świecie po coś. Mają ją niektórzy ludzie. Co to takiego? Misja –  czyli to, co inni otrzymują z tytułu Twojego istnienia. Może być czymś, co nadaje życiu głęboki sens. Ale może być też źródłem frustracji i poczucia przegranej. Zwłaszcza wtedy kiedy sabotujemy ją swoimi przekonaniami i zachowaniami, które tylko nas oddalają od jej realizacji. 

Czemu o tym piszę? Bo ostatnio moja własna Misja ciągle się o siebie upomina i to w dość obcesowy sposób. A posługuje się do tego widmem… śmierci. Śmierć zaś – jakby nie było – dotyczy każdego z nas i niezależnie od naszego szczęścia w życiu i tak nam się przytrafi. Misja z kolei -już niekoniecznie. Może dlatego, że to nie jest kwestia trafu, tylko wyboru. Czy Ty już tego wyboru w swoim życiu dokonałeś? Jeśli tak, to jak często weryfikujesz swoją skuteczność jako realizator Misji? Jeśli nie, to może masz ochotę spróbować? Zapraszam!

Wyobraź sobie, że…

…w dzień taki jak dziś ubierasz się w wizytowy strój i wychodzisz z domu  z zamiarem dołączenia na ważne wydarzenie w Twoim życiu. Idziesz przed siebie, przyspieszasz kroku, bo nie chcesz się spóźnić. Docierasz na miejsce. Stajesz przed bramą cmentarza i na tablicy obok czytasz klepsydry. A na jednej z nich… Twoje nazwisko. Nie żyjesz. (Tak, przełknij ślinę, złap oddech. Wiem, jak każdy –  nie spodziewałeś się, że to już.) Oto dzień Twojego pogrzebu. I masz niepowtarzalną okazję w nim uczestniczyć. Idź, wmieszaj się w tłum krewnych, przyjaciół, znajomych, kolegów z pracy, sąsiadów. Nie bój się, nikt Cię nie zauważy, przecież myślą, że nie żyjesz. Rozejrzyj się, kto przyszedł na Twój pogrzeb. Wsłuchaj się w szmer rozmów nad Twoją trumną. Co o Tobie mówią? Jak Cię wspominają? Jak żałują? A może tylko taktownie milczą?… Podoba Ci się to, co słyszysz na swój temat? Czy może zasmuca Cię albo zawstydza? A gdybyś tak mógł z zaświatów podreżyserować to wydarzenie? Co chciałbyś na swój temat usłyszeć? Jakie słowa sprawiłyby Ci szczególną satysfakcję? Kto miałby je wypowiedzieć? Co chciałbyś, aby o Tobie powtarzano prawnukom, które nie poznały tego wspaniałego dziadka / nieodżałowanej babci? Kim chciałeś być dla tych wszystkich ludzi i – własnie zyskałeś na to dowód – udało Ci się?!…

Jeśli czytając to nie miałeś dreszczy od stop do głów, to wróć do początku i naprawdę sobie to WYOBRAŹ

Namierz swoją Misję

A teraz weź kartkę i spróbuj opisać bogate, pełne znaczenia życie. Twoje życie. Powiedz:

  1. Co z Twojej perspektywy zmarłego i opłakujących Cię żałobników było Twoją Misją życiową?
  2. Jaką wizję swojego życia realizowałeś?
  3. Kim byłeś, co było esencją Twojego istnienia? Twoją najchętniej graną rolą?
  4. Po co tak postępowałeś? – jakie wartości Ci przyświecały?
  5. W co wierzyłeś, jakie przekonania podsycały Twoją misję?
  6. Co konkretnie robiłeś, żeby tę misję realizować?
  7. W jakim środowisku, otoczeniu żyłeś? Co było w nim dla Ciebie sprzyjające?

A teraz przewiń film, wróć do żywych i odpowiedz sobie na pytanie – gdybyś umarł jutro, na ile w skali od 1 do 10 faktycznie usłyszałbyś na swoim pogrzebie to, czego pragniesz? Które z Twoich przekonań i zachowań wspierają Twoją misję? Które – wprost przeciwnie? Co i jak możesz zmienić, żeby Twoja Misja była zgodna z Twoimi działaniami?

„Zaczynaj z wizją końca” 

Wizualizacja pogrzebu, którą Ci zaproponowałam, jest popularnym w coachingu ćwiczeniem opierającym się na 2. zasadzie Stevena Covey’a Zaczynaj z wizją końca (zasada pochodzi z książki Covey’a 7 nawyków skutecznego działania). Kiedy moja pierwsza coach zastosowała na mnie to ćwiczenie, prawie się popłakałam. Coś tam sobie próbowałam wyobrażać, ale przede wszystkim miałam w głowie jedno zdanie: Ja nie chcę umierać!… To było dobrych parę lat temu i to, co zapamiętałam z tego ćwiczenia, to przede wszystkim moją niezgodę na własną śmierć. Ostatnio ćwiczenie wróciło do mnie podczas aktualnego procesu coachingowego, który przechodzę. Mój coach zrobił to tak sprytnie i subtelnie, że nawet się nie zorientowałam, jak znalazłam się na własnym pogrzebie. Teraz też miałam moment takiego: O-o, to już?… Ale potem znalazłam w sobie na tyle odwagi, żeby posłuchać tych głosów nad moją trumną, a skupiłam się przede wszystkim na tym, co chciałabym usłyszeć. Wnioski miałam uderzające, bo moja misja nijak się nie spinała z moimi przekonaniami na temat świata, ludzi, samej siebie. Była między nimi wielka ziejąca przepaść, może jedynie ze spróchniałym linowym mostkiem łączącym dwa brzegi. Od tamtej pory zawzięcie robię remont tego lichego mostu nad przepaścią. A żebym tego remontu nie porzuciła, Śmierć przypomina mi o sobie na różne sposoby. I zawsze każde zetknięcie z jej widmem jest mało przyjemne, ale też alarmujące. Jakby mówiła: Nie będę czekać, aż się ogarniesz ze swoją Misją. Bierz się do roboty! I choć ton jej głosu wydaje się mało życzliwy i cokolwiek… grobowy, to teraz widzę Śmierć jako sprzymierzeńca. Stoi gdzieś tam na horyzoncie, połyskuje nagim piszczelem i kosą kreśli granicę. A świadomość jej istnienia – owa covey’ovska wizja końca –  dynamizuje moje życie i nadaje mu kierunek. A Misja – popęd życiowy wyższego rzędu – tańczy z nią taniec, jak mityczny Eros z Thanatosem.

A czym dla Ciebie jest Śmierć? Końcem, z uwagi na który nie warto nic robić? Końcem, który budzi w Tobie buntownicze: Ja Ci jeszcze pokażę? Jaki to ma wpływ na Twoją Misję, sens Twojego życia?

Obrazki pochodzą ze strony www.


This Post Has 0 Comments

Leave A Reply




Chcesz otrzymywać miesięczny newsletter pełen inspiracji?Tak, chcę!