Blog

Gra w Życie

Benjamin Zander, światowej sławy dyrygent Bostońskiej Filharmonii i jeden z moich guru w obszarze przywództwa, twierdzi, że cele, zadania i oceny  są pewną grą wymyśloną po to, żeby ludziom na myśl o nich oczy błyszczały ekscytacją. Wtedy będzie jasne, że angażują się do pracy z pasją i wewnętrzną motywacją. Kiedy pierwszy raz obejrzałam jego wystąpienie (dostępne tutaj), bardzo to sobie wzięłam do serca.

I moje oczy faktycznie błyszczały, gdy przez ostatnie 3 lata odkrywałam nowe pokłady satysfakcji w mojej pasji, która zrodziła się na gruncie coachingu. Zaczęłam intensywnie szkolić w biznesie, m.in. z przywództwa z elementami inteligencji emocjonalnej. Moja działalność coachingowa skierowana do klientów indywidualnych została odwieszona na kołek. Zajęta pracą porzuciłam nawet pisanie niniejszego bloga, które tak lubiłam. No i jak zwykle miałam rezultaty, pozytywne feedbacki i uściski dłoni wdzięcznych uczestników. Ale miałam też mniej lub bardziej bolesne obserwacje na temat wyzwań współczesności. I z tych obserwacji zaczął rodzić się niepokój, ponieważ te najbardziej powszechne są jednocześnie najgroźniejsze. Dlaczego? Bo stały się nową normą w naszej codzienności.

Symptomatyczne 5 kaw

Na podstawie blisko 2000 godzin na sali szkoleniowej stwierdzam, że ludzie z mojego środowiska gładko wchodzą w „dziejowo” zakorzeniony schemat gry pt. Studia-Kariera-Kredyt-Dom. Od dzieciństwa są zaprogramowani do spełniania oczekiwań, odgrywania ról i odhaczania kolejnych osiągnięć. Nie ma w tym nic złego, dopóki robią to świadomie. Gorzej, gdy schemat staje się dla nich przezroczysty jak woda dla ryby. Wtedy skutkuje to całą serią problemów. Oto garstka z nich:

  • przestają pytać siebie czy grają we właściwą grę
  • nie wiedzą nawet, kto zgarnia punkty i nie mają czasu ani siły zapytać
  • nie zastanawiają się czy istnieją inne, bardziej satysfakcjonujące gry
  • zyskując pewien status w grze, starają się go utrzymać i zadowolić wszystkich dookoła
  • uwikłani w często niezdrowe zależności od innych graczy, nie są w stanie powiedzieć: game over!

Co gorsza, ich oczy już dawno nie błyszczą, bo targety i kipiaje stały się celem samym w sobie.  W głębi serca jednak cierpią. Słychać to w ich westchnieniach, znużeniu w głosie. Widać w automatycznym podążaniu za procesami, bezmyślnym scrollowaniu social-mediów, notorycznych spóźnieniach i piątych kawach. Czuć w mechanicznie udzielanych odpowiedziach i pasywno-agresywnych zachowaniach na open-space. Nieobecnym spojrzeniem gapią się przez okno i tęsknią za tym, co sprawia radość, co bawi, relaksuje, karmi emocjonalnie i przynosi spełnienie.

Ofiara na ołtarzu biznesu

Najgorsze, że ja też gapiłam się w okno, a moje oczy przestały błyszczeć. I też cierpiałam, nawet o tym nie wiedząc. Dopiero moje ciało powiedziało dość, a dusza, którą na co dzień ignorowałam, zaczęła boleć tak, że nie mogłam złapać oddechu. Chcąc nie chcąc, wypadłam z gry na długie dnie i noce pełne pustki, zagubienia i frustracji.

Najgorszemu wrogowi nie życzę, ale z perspektywy tych kilku miesięcy oceniam to jako egzystencjalnie ciekawe  doświadczenie. Przymusowa bezczynność pozwoliła mi dostrzec, jak to się stało, że pasja, z którą oddawałam się pracy, zamieniła się w cierpienie (notabene, słowo „pasja” pierwotnie oznaczało mękę), a wartości, które mnie niosły, zostały przysłonięte przez targety i wymogi biznesu. Swoją drogą, co to jest biznes? Czasem mam wrażenie, że to odrębny byt, który rządzi niczym pogańskie bóstwo, ma swoich szamanów pod krawatem, którzy poważnym tonem mówią „biznes wymaga, biznes potrzebuje, biznes się nie zgadza…” A my jak ciemny lud, składamy mu ofiary w postaci naszego zdrowia, czasu i energii, by w zamian utrzymać się na powierzchni gospodarki wolnorynkowej. Śmiechu warte!… Jeśli ktoś z Was spotka ten biznes, to niech mu przekaże, żeby wyluzował!

Ok, żarty na bok. Biznes jaki jest, każdy widzi (a jeśli nie, to dobrze, żeby mu się przypatrzył), jednak odpowiedzialność za błędy wziąć trzeba. Moim błędem było zaprzedanie duszy i zaprzęgnięcie ciała na rzecz ludzi z zarządu, których nigdy nie spotkałam. Moim błędem było zagłuszanie moich ludzkich potrzeb i ignorowanie własnych ograniczeń. Moim błędem było nieodróżnienie chronicznego zmęczenia od lenistwa i izolowanie się od najbliższych, kiedy najbardziej ich potrzebowałam.

Jak znowu zapłonąć?

Być może teraz logiczna byłaby deklaracja typu: rzucam wszystko i wyjeżdżam w Bieszczady!… Jednak nie zrobię tego. Wiem, że cele, struktura i kontakt z ludźmi mi służą. Dalej pragnę wspierać ludzi w rozwoju i uczyć ich, jak pracować etycznie, w zgodzie z sobą i swoimi wartościami. Dlatego będąc bardziej świadoma, wkrótce chcę wrócić do pracy, którą pokochałam i która długo była dla mnie nagradzająca. Od tej pory jednak bogatsza o doświadczenie wypalenia i depresji, chcę grać w grę pt. Życie na moich warunkach:

  • Pierwszym będzie praca w swoim rytmie, w zgodzie z moim temperamentem introwertyka i osoby wysoce wrażliwej. W korpo czy nie – koniec z gonitwą, zadyszką i kociokwikiem!
  • Drugim – za to bezwzględnym! – będzie powrót do coachingu, mojej pierwszej miłości. Chcę znów siadać z klientami w zaciszu gabinetu i towarzyszyć im w podróży po bezcenne wartości: szczęście, spokój, równowagę i prawdę.
  • Trzecim… well, oglądnie rzecz ujmując – poddawanie się procesowi Życia

Po napisaniu tego posta przeglądam się w lustrze i wiecie co? Moje oczy znowu błyszczą, bo na nowo mam fun z pisania, bo czuję, że mam coś sensownego do powiedzenia, bo znalazłam super obrazek do zilustrowania tego posta – mó ukochany „Ogród Rozkoszy Ziemskich” Boscha w wersji emoji autorstwa Carli Gannis. :)

*

Jeśli moja historia coś w Tobie poruszyła, zaniepokoiła Cię lub dała do myślenia, reaguj zawczasu! Coaching nie boli, a załamanie nerwowe, wypalenie i koszty leczenia już tak… Odezwij się i umów na bezpłatną konsultację coachingową.

Jeśli zaś w Twoim otoczeniu są osoby, które mogłyby skorzystać z tej historii lub mojej pomocy, zapraszam – podziel się z nimi linkiem do tego posta.

*

WAŻNE, a może najważniejsze z całego mojego wywodu – SYMPTOMY WYPALENIA ZAWODOWEGO – SPRAWDŹ!

  • jeśli padasz na twarz, a jednocześnie w duchu wymyślasz sobie od leni i nierobów
  • jeśli unikasz telefonów od mamy i spotkań z przyjaciółmi, bo nagle stali się hałaśliwi i irytujący
  • jeśli masz wrażenie, że w pracy nie ogarniasz i już nigdy nic nie osiągniesz, bo tak naprawdę to nie masz już żadnych celów poza tym, żeby wreszcie się wyspać i… najlepiej nie obudzić
  • jeśli na dźwięk przychodzącego maila chcesz uciec do schronu przeciwlotniczego
  • jeśli współpracownicy budzą w Tobie pierwotne instynkty typu: „ja albo oni”, ewentualnie jeśli czujesz się w stosunku do nich jak owca względem stada wilków
  • jeśli trywialne decyzje urastają do rangi dylematów życiowych
  • jeśli jedyny wysiłek, na jaki Cię stać po pracy, to włączenie Netflixa i nerwowe wypatrywanie dostawcy z UberEats, ewentualnie popadanie w uzależnienia i ryzykowne bądź destrukcyjne zachowania (zależy od temperamentu)
  • jeśli w drodze do pracy dławi Cię lęk (taki nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej, poczucie omdlewania w nogach i płytki oddech)

TO MASZ PROBLEM. Prawdopodobnie cierpisz na WYPALENIE ZAWODOWE albo masz początki DEPRESJI. Wtedy daj sobie spokój z coachingiem i jak najszybciej skontaktuj się z psychiatrą lub psychoterapeutą.

 Obrazek pochodzi ze strony www.


This Post Has 1 Comment

  1. Kasia pisze:

    Droga Olu. Z całego serca kibicuję tej zmianie. Niezwykłe odpisałaś swoje doświadczenie. Jestem przekonana że wiele osób skorzysta z Twoich odkryć.

Leave A Reply




Chcesz otrzymywać miesięczny newsletter pełen inspiracji?Tak, chcę!