Blog

Dlaczego lenistwo się opłaca

Ten post czekał na napisanie dokładnie rok czasu. Miałam pomysł wypuścić wówczas artykuł  z przedwakacyjną garścią ćwiczeń coachingowych dla osób udających się na urlop. Ćwiczenia miały dotyczyć skutecznego relaksu. Z perspektywy roku i ostatnich moich doświadczeń  jestem pewna, że nikt by go nie chciał czytać. A to dlatego, że już samo sformułowanie skuteczny relaks stało się dla mnie wewnętrznie sprzeczne. Relaks i skuteczność – jak dwa przeciwległe bieguny.  Albo jak dwa magnesy o przeciwstawnym ładunku. I między nimi ja, w nieustannym balansowaniu, walce o równowagę, próbująca je na siłę połączyć.

Niniejszym przyznaję: mam problem z relaksem i odpuszczeniem myśli, że przez chwilę/ dzień/ dwa tygodnie urlopu mogę nie być skuteczna. Mam wręcz obsesję bycia skuteczną. Obrazują to choćby moje listy zadań, którymi się otaczam: wirtualne w telefonie i na pulpicie laptopa oraz analogowe: na biurku, tablicy korkowej i na lodówce. (Niech żyje twórca żółtych karteczek!) I które ciągle edytuję, aktualizuję i monitoruję. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdybym robiła to tylko w pracy – w końcu to standardowy sposób planowania zadań! Ale karteczki towarzyszą mi też podczas weekendu i na urlopie. W takim towarzystwie zdecydowanie jest szansa na bycie skuteczną i niemałe mam w tym sukcesy. Ale skutecznie zrelaksować udaje mi się bardzo rzadko.

Jeśli opis takiego zachowania brzmi Ci znajomo: witam w klubie. I obawiam się, że obecnie w społeczeństwie mamy całą armię ludzi będących pod presją efektywności, nawet w obszarze wypoczynku. Wynika to zapewne z wielu czynników i chyba nie trzeba robić dogłębnych badań, żeby arbitralnie stwierdzić, że tempo życia, że kultura informacyjna, że kredyt, że inflacja, że Unia Europejska… Czy jednak na pewno? Czy przypadkiem główna przyczyna nie leży zupełnie gdzie indziej, a dokładniej w Twojej głowie? Bo w mojej na pewno. I bardzo się cieszę, że ją tam namierzyłam, bo inaczej goniłabym do końca życia własny ogon i pomstowała na czynniki zewnętrzne, które przecież są zupełnie neutralne i tylko ode mnie zależy, jak je interpretuję. Trzy rzeczy pomogły mi zdać sobie sprawę z owej dwubiegunowości moich dążeń podczas uskuteczniania wypoczynku. I jako, że znów zbliża się okres wakacyjny, chętnie się nimi ku powszechnej inspiracji podzielę.

I Doświadczenie lenistwa

Ostatnie tygodnie obfitowały w intensywne wydarzenia, które wyeksploatowały mnie energetycznie. Desperacko potrzebowałam odpocząć, więc wzięłam jeden dzień urlopu, co już samo w sobie było sprzeczne z moimi przekonaniami, bo niby jak konstruktywnie wypocząć w jeden dzień?… No ale skoro już ten kompletnie nieopłacalny jednodniowy urlop wzięłam, pomyślałam, że dobrze by było spędzić go inaczej niż z listą zadań w ręku. Zamiast tego poszłam na spacer z słuchawkami na uszach i ostatecznie wylądowałam na długie popołudniowe godziny z książką nad rzeką. Niby nic specjalnego, prawda? Ale ile wysiłku kosztowało mnie, żeby tym razem niczego nie planować, to tylko ja wiem!… Jednak udało się i jakoś świat się nie skończył z powodu mojej chwili lenistwa. A już na pewno kolejnego dnia w pracy byłam 100% bardziej efektywna. Zatem potwierdza się tu stara prawda, że mniej znaczy więcej. :) Dając sobie prawo do chwili relaksu, bezmyślnego gapienia się na rzekę i niebieskie niebo, wytworzyłam energię do pracy i odbudowałam pokłady kreatywności i motywacji. Kolejny raz dałam sobie do tego prawo w ostatni weekend, kiedy znalazłam się na kameralnym zjeździe rodzinnym w domu mojej babci. Co prawda na początku towarzyszyło mi przekonanie, że w ten weekend to na pewno efektywna nie będę, ale w ramach testu postanowiłam je odłożyć na bok. Czułam co prawda, że mój mózg maniakalnie uruchamia coraz to nowe procesy i próbuje wprowadzić mnie na znajome i bezpieczne tory nawyku, ale udało mi się go skutecznie zignorować. Efekt był taki, że procesy i tak musiały się odbyć gdzieś w tle poza moją świadomoscią i kontrolą, bo po przyjściu do biura w poniedziałek miałam wrażenie, jakby nie było mnie z tydzień. I znacząco przełożyło się to na efekty mojej pracy. Dziś jest czwartek koło południa, a ja wciąż czerpię energię z mojego weekendowego nicnierobienia. :)

II TED talk o tym, że sukces to nie to samo co szczęście

Jeśli moje powyższe rozważanie jest zbyt jednostkowe, aby mogło stanowić punkt odniesienia, oto naukowe wyjaśnienie zjawiska, które padło na TED:

Do zapamiętania w kontekście mechaniki mózgu są dwie rzeczy:

  1. Dopamina czyli hormon szczęścia nie tylko wprawia nas w dobry nastrój, ale też uruchamia ośrodki uczenia się w mózgu.
  2. Paradoksalnie ciężka praca + sukces ≠ szczęście, ponieważ mózg za każdym sukcesem będzie podnosił poprzeczkę, a tym samym szczęście będzie oddalać się za horyzont.

III Linia czasu zamiast listy „to do”

Jeszcze jedna rzecz wpłynęła na sposób, w jaki udaje mi się kontrolować swoją obsesję efektywności. A mianowicie sposób planowania. Stanowi on sprytne narzędzie coachingowe, które wielokrotnie wykorzystuję podczas sesji z klientami na etapie planowania działań. Jego magia polega na tym, że pozwala przytłaczającą listę zadań nieograniczonych czasowo oraz ważnych przez pilne zobaczyć w perspektywie czasowej. Dzięki temu mózgowi łatwiej się z nimi zmierzyć i skoncentrować działania na tym odcinku czasu, który na linii oznaczyliśmy. Między nami mówiąc, mózg jest tak genialny, jak naiwny: jest w stanie uwierzyć we wszystko, co mu wmówimy. Jeśli więc powiemy: dzisiaj jest czwartek 3. lipca i skupiam sie tylko na zadaniach zaplanowanych na czwartek, to zwiększamy prawdopodobieństwo, że nasza uwaga pozostanie tu i teraz.  Ba!, do tego udawadniamy mu własną efektywność zamiast biczowania się, że jeszcze to i jeszcze tamto…

Oto przykład moich zadań na linii czasu (wszelkie podobieństwa lub zbieżność z prawdziwymi zadaniami jest czysto przypadkowa 😀 ) Oczywiście jak to z takimi zapiskami bywa, tylko właściciel wie, o co w nich chodzi, ale zależy mi na pokazaniu samej koncepcji.

No i chyba nie muszę wspominać, że jeśli masz podobny dylemat, to zapraszam na coaching?

Obrazki pochodzą ze strony www.

 

 


This Post Has 0 Comments

Leave A Reply




Chcesz otrzymywać miesięczny newsletter pełen inspiracji?Tak, chcę!